Studia na Bliskim Wschodzie - dosyć obszerny temat, nie będę się rozpisywać;)
W Jordanii, podobnie jak wszędzie, występują dwa typy uczelni wyższych - prywatne i publiczne. Najbardziej poważany w całym kraju to Uniwersytet Jordański, następnie plasuje się Science & Technology Univesity w Irbid i Hashemite University w Zarce, później Yarmouk University również w Irbid. Trzeba dodać, że są to rankingi ogólne, gdyż każdy kierunek i specjalność ma pewnie nieco inne statystyki, jednak zazwyczaj Uniwersytet Jordański będzie zajmował pierwsze miejsce.
Co się studiuje w Jordanii? Wszystko oczywiście, ale jeśli chodzi o męską część społeczeństwa to 90 jego procent dzieli się pomiędzy lekarzy i inżynierów. Z przewagą inżynierów:D I to nie tylko statystyki, co poznaję nowego mieszkańca Jordanii (nie, nie Jordańczyka, już gdzieś wcześniej pisałam jak się ma sprawa narodowości w tym kraju), to jest to zazwyczaj inżynier, czasem lekarz, a jeden na piętnastu będzie jakimś menagerem.
Z tego co udało mi się wywiedzieć, poziom medycyny jest tu dobry, dlatego lekarze z Jordanii masowo wyjeżdżają i zasilają kliniki w całym regionie. Co do inżynierii, nie wiem, ale chyba też nie jest najgorzej. Przynajmniej na tych czołowych uczelniach. A co studiują dziewczyny? W sumie to trudno mi powiedzieć, bo nie mam tu za wiele koleżanek (z Arabkami trudno się kumplować, ale o tym w jednym z następnych postów). Te które znam skończyły finanse i rachunkowość, bankowość, anglistykę.
Middle East University - prywatny uniwersytet który miałam okazję odwiedzić
Nikt nie chce tutaj zostać nauczycielem (pozdrawiam rodziców i ich koleżanki:D). Dlaczego? Pensja nauczycielska jest jedną z najniższych w kraju. Nie owijając w bawełnę, nie pozwala przeżyć. Jest dużo poniżej średniej krajowej. Dlaczego tak jest? To dobre pytanie, na które nikt nie potrafił mi odpowiedzieć. Z tego można wywnioskować, że poziom edukacji w publicznych szkołach nie jest zachwycający. Ale są też prywatne, te należą do lepszych. Szkoła amerykańska, oksfordzka...szkoda tylko, że te szkoły w żaden sposób nie przyczyniają się do rozwoju państwa...
Aby studiować, należy zdać słynne tutaj na cały region egzaminy, odpowiednik polskiej matury, zwane "tawjehami". Jest to zmora i bolączka wszystkich uczniów szkół średnich, gdyż znacznie decyduje o dalszej przyszłości. Tylko Ci z najwyższymi wynikami mogą sobie pozwolić na studia na Uniwersytecie Jordańskim. Oczywiście to także zależy od kierunku. Inżynieria lądowa, jeden z bardziej obleganych kierunków. Najlepiej wykładany na Uniwersytecie Jordańskim, drugi w kolejce jest Hashemite University w Zarce. Mój kolega zdobył 94/100 punktów z tawjehów. Studiował w Zarce...Więc na tym kierunku, żeby studiować na Uniwersytecie Jordańskim trzeba zdobyć więcej...
Paula w Science & Technology University - zostałam gościnnie zaproszona aby opowiedzieć studentom o moich problemach i wyzwaniach przy nauce j.arabskiego
I po tym miłym wstępie przejdę do sedna;) Otóż kilka dni temu mój znajomy z Libii, obecnie mieszkający i studiujący tu, w Jordanii, zaprosił mnie na swój Graduation Project Seminar, czyli coś w rodzaju obrony pracy licencjackiej. Entuzjastycznie wskoczyłam w elegancką kieckę i czekam na kolejnego znajomego, który miał mnie zabrać swoim autkiem. Jak się okazało, owy Uniwersytet, prywatny o niezbyt dobrej sławie, położony jest dobry kawał drogi za Ammanem i dlatego miejscowi prześmiewczo nazywają go uniwersytetem beduińskim!;) Dotarliśmy na miejsce, piękny rozległy kampus pośrodku pustyni (!), wbiegamy do środka, bo jak to zwykle bywa z arabskim poczuciem czasu przybyliśmy spóźnieni, wchodzimy na salę i...
Wydawać by się mogło, że tego typu imprezy utrzymane są w nieco patetycznym, akademickim stylu, pełne napięcia i powagi, stresu i hierarchii społecznej. Tak przynajmniej ja zapamiętałam swoją obronę oraz obrony znajomych. A tu nic podobnego. Zanim zacznę opisywać to kuriozum zwane obroną napomknę, drodzy czytelnicy, że przez cały czas moja buzia i oczy były szeroko rozdziawione, i raz po raz rzucałyśmy sobie, z moją koleżanką z Duńskiej mniejszości w Niemczech, pełne zdziwienia i czasem trwogi spojrzenia.
Kiedy weszliśmy na salę, prezentacja (o dziwo!) już się rozpoczęła. Na podium u szczytu audytorium stało czterech przystojnych młodzieńców w jednakowych odcieniach garniturów, za nimi migotał obraz z rzutnika, po ich lewej stronie ustawiony był komputer, podłączony do rzutnika, do komputera zaś podłączony był telefon. Przed podium, w pierwszym rzędzie usadowiło się grono profesorskie, i na tym etapie nic nikogo nie dziwi. Za ciałem pedagogicznym natomiast, na niedbale poustawianych krzesełkach siedli goście. Choć siedli, to zdecydowanie niepoprawna koniugacja tegoż czasownika. Goście siadali. Siadali z impetem, z całą gamą odgłosów, tupnięć, szturchnięć i zgrzytów. Siadali przez cały czas trwania prezentacji. Siadali i wstawali, chodzili, rozmawiali przez telefon, robili sobie zdjęcia i "strzelali selfie", szeleścili papierkami po cukierkach, rozpychali się, wchodzili i wychodzili, gadali, śmiali się....
Kiedy weszłam na salę nie było żadnego wolnego miejsca. Mój kolega wyszeptał, żebym weszła wgłąb sali, jakiś młodzieniec na pewno mi ustąpi. Mnie i mojej koleżance, o której wcześniej wspomniałam, która chodzi o kulach z nogą w gipsie, konieczne więc było, by zasiadła. Tak też się stało, kilka młodzieńców poczęło wstawać ze swych siedzisk cobyśmy my mogły zająć owe miejsca, robiliśmy wszyscy przy tym średnio umiarkowany szum, za co raczyłam wszystkich wkoło swoją przepraszającą miną i wyszeptanym co jakiś czas "afwan". Usiadłyśmy, odetchnęłyśmy i już chcemy słuchać o projekcie naszego Ahmada, gdy drzwi otwierają się z hukiem, i na sale wchodzi istny cyrk. Pierwszy wszedł Pan Super Cwany Arab, w atramentowym gajerku, czarnych okularach ala motocyklista, żując zawadiacko gumę tak, by wszyscy mogli dostrzec jej obecność pomiędzy jego zębami. Pierwsze co zrobił gdy wszedł, to sobie zdjęcie, potykając się przy tym o dwa krzesełka które głośno wyraziły swój sprzeciw za takie traktowanie. Następnie wbiegło grono dzieci, szturchając po drodze wszystkich siedzących, krzycząc coś do Pewnie Taty i robiąc jeszcze więcej szumu. Za nimi wkroczyła Matrona Jej Pulchność Babcia Arabska, w tradycyjnej, jordańskiej kiecce, zawodzącym głosem śpiewając jakieś muzułmańskie pieśni. Ta postać jest jednak warta by pochylić się nad nią dłużej. Babcia Arabska bowiem gdy idzie to nie patrzy i nie dba i nie zastanawia się. Między innymi gdzie wchodzi, co strąca, kogo potrąca. Ona po prostu niczym spycharka toruje sobie drogę (o skali odgłosów nie muszę wspominać) i co najlepsze! wszyscy inni także torują przed nią drogę! Taka to właśnie jest hierarchia w krajach arabskich, że ludzie starsi traktowani są z nieudawanym szacunkiem, poważani i uznawani za tych najmądrzejszych i którym należy się najlepsze traktowanie! Ale o babciach i dziadziach arabskich kiedy indziej, wróćmy na salę obrony.
Kiedy już cała rodzina usadowiła się, Pan Super Cwany Arab jeszcze co najmniej trzy razy wstał by porobić zdjęcia. Ale nie prezentującym! Sobie i swojej rodzinie! A jaki był z siebie zadowolony! Wspomniałam że nieśli ze sobą ze dwa bukiety, trzy torby z czekoladkami i 5 balonów z helem z hasłami gratulacyjnymi. Cały ten ekwipunek dosłownie wtłoczyli ze sobą na salę;) Dzieciaki też nie raz podniosły się z miejsca i biegały tam i z powrotem jak kijanki w kałuży.
Po krótkiej chwili ciszy i spokoju, podczas której wreszcie mogłam skupić się na omawianym projekcie dyplomowym chłopaków, na salę wtargnęło trzech młodzieńców z aparatem, reszta ich świty została za drzwiami, które trzymali otwarte. Śmiali się, rechotali, gadali, jeden drugiego zdzielił po karku...trzech zaś, którzy weszli na salę nie zostawali w tyle, robili dokładnie to samo, plus zdjęcia.
Kiedy weszliśmy na salę, prezentacja (o dziwo!) już się rozpoczęła. Na podium u szczytu audytorium stało czterech przystojnych młodzieńców w jednakowych odcieniach garniturów, za nimi migotał obraz z rzutnika, po ich lewej stronie ustawiony był komputer, podłączony do rzutnika, do komputera zaś podłączony był telefon. Przed podium, w pierwszym rzędzie usadowiło się grono profesorskie, i na tym etapie nic nikogo nie dziwi. Za ciałem pedagogicznym natomiast, na niedbale poustawianych krzesełkach siedli goście. Choć siedli, to zdecydowanie niepoprawna koniugacja tegoż czasownika. Goście siadali. Siadali z impetem, z całą gamą odgłosów, tupnięć, szturchnięć i zgrzytów. Siadali przez cały czas trwania prezentacji. Siadali i wstawali, chodzili, rozmawiali przez telefon, robili sobie zdjęcia i "strzelali selfie", szeleścili papierkami po cukierkach, rozpychali się, wchodzili i wychodzili, gadali, śmiali się....
Kiedy weszłam na salę nie było żadnego wolnego miejsca. Mój kolega wyszeptał, żebym weszła wgłąb sali, jakiś młodzieniec na pewno mi ustąpi. Mnie i mojej koleżance, o której wcześniej wspomniałam, która chodzi o kulach z nogą w gipsie, konieczne więc było, by zasiadła. Tak też się stało, kilka młodzieńców poczęło wstawać ze swych siedzisk cobyśmy my mogły zająć owe miejsca, robiliśmy wszyscy przy tym średnio umiarkowany szum, za co raczyłam wszystkich wkoło swoją przepraszającą miną i wyszeptanym co jakiś czas "afwan". Usiadłyśmy, odetchnęłyśmy i już chcemy słuchać o projekcie naszego Ahmada, gdy drzwi otwierają się z hukiem, i na sale wchodzi istny cyrk. Pierwszy wszedł Pan Super Cwany Arab, w atramentowym gajerku, czarnych okularach ala motocyklista, żując zawadiacko gumę tak, by wszyscy mogli dostrzec jej obecność pomiędzy jego zębami. Pierwsze co zrobił gdy wszedł, to sobie zdjęcie, potykając się przy tym o dwa krzesełka które głośno wyraziły swój sprzeciw za takie traktowanie. Następnie wbiegło grono dzieci, szturchając po drodze wszystkich siedzących, krzycząc coś do Pewnie Taty i robiąc jeszcze więcej szumu. Za nimi wkroczyła Matrona Jej Pulchność Babcia Arabska, w tradycyjnej, jordańskiej kiecce, zawodzącym głosem śpiewając jakieś muzułmańskie pieśni. Ta postać jest jednak warta by pochylić się nad nią dłużej. Babcia Arabska bowiem gdy idzie to nie patrzy i nie dba i nie zastanawia się. Między innymi gdzie wchodzi, co strąca, kogo potrąca. Ona po prostu niczym spycharka toruje sobie drogę (o skali odgłosów nie muszę wspominać) i co najlepsze! wszyscy inni także torują przed nią drogę! Taka to właśnie jest hierarchia w krajach arabskich, że ludzie starsi traktowani są z nieudawanym szacunkiem, poważani i uznawani za tych najmądrzejszych i którym należy się najlepsze traktowanie! Ale o babciach i dziadziach arabskich kiedy indziej, wróćmy na salę obrony.
Kiedy już cała rodzina usadowiła się, Pan Super Cwany Arab jeszcze co najmniej trzy razy wstał by porobić zdjęcia. Ale nie prezentującym! Sobie i swojej rodzinie! A jaki był z siebie zadowolony! Wspomniałam że nieśli ze sobą ze dwa bukiety, trzy torby z czekoladkami i 5 balonów z helem z hasłami gratulacyjnymi. Cały ten ekwipunek dosłownie wtłoczyli ze sobą na salę;) Dzieciaki też nie raz podniosły się z miejsca i biegały tam i z powrotem jak kijanki w kałuży.
Po krótkiej chwili ciszy i spokoju, podczas której wreszcie mogłam skupić się na omawianym projekcie dyplomowym chłopaków, na salę wtargnęło trzech młodzieńców z aparatem, reszta ich świty została za drzwiami, które trzymali otwarte. Śmiali się, rechotali, gadali, jeden drugiego zdzielił po karku...trzech zaś, którzy weszli na salę nie zostawali w tyle, robili dokładnie to samo, plus zdjęcia.
Ahmad - już po obronie
Podobne ewenementy miały miejsce jeszcze wiele, wiele razy podczas prezentacji. Aż w końcu chłopaki skończyli. Czego dotyczył ich projekt? Zaprojektowali mobilną aplikację, której celem jest ułatwienie studentom transportu na Uniwersytet z różnych miejsc w Ammanie, a także kilka linii i przystanków transportu publicznego, które można w przyszłości rozbudować. Teraz zrobię coś bardzo złego i powiem prawdę. Nie zaprojektowali tylko zapłacili za zaprojektowanie, ale to już między nami, poza tym wszyscy dobrze wiemy że i w Polsce spory procent studentów nie pisze własnych prac licencjackich czy magisterskich. Ale to taka degresja na marginesie.
Po zakończonej prezentacji projektu wszyscy zostali wyproszeni z audytorium, a komisja omawiała wraz z chłopakami ich projekt. To co działo się na korytarzu, wszechobecne papierosy, dzieci, śmiechy, gwizdy i oczywiście głośne rozmowy, to tylko przedsmak tego co zaraz miało nastąpić. Gdy tylko drzwi sali zostały otwarte, cały tłum wcześniej rozpierzchnięty po korytarzach, teraz skłębił się przed drzwiami i począł na nie napierać. My weszłyśmy na końcu i oczom naszym ukazała się sala pełna powywracanych krzesełek i tłum ludzi obejmujący "obronionych", cykający zdjęcia, krzyczący, śpiewający, śmiejący się, kobiety wydawały charakterystyczne dźwięki przy pomocy ust i języka. Cały ten tłum klaszczący, śpiewający i wiwatujący wylał się na korytarz, w powietrze (na korytarzu) wystrzeliwano petardy, więc cały tłum został obleczony pachnącym dymem i przechodząc przez cały kampus w końcu wydostał się na zewnątrz budynku. A na zewnątrz...
Czterech obronionych towarzystwie innych kolegów stanęło na wysokim murku, klaskali i śpiewali, a wszyscy pozostali zgromadzili się przed murkiem niczym przed sceną i wtórowali obronionym, również klaszcząc i śpiewając! Wszyscy się śmiali, tańczyli, było głośno i radośnie!
świętowanie czas zacząć!
Nagle, cały ten śpiew i oklaski zostały uciszone, a tłum uformował koło, skupiając się wokół jednej osoby. To Matrona Jej Pulchność Babcia Arabska rozpoczęła swój recital! Zawodząc i wyjąc inicjowała tradycyjne, muzułmańskie pieśni tak skonstruowane że jedna osoba zaczyna reszta jej odpowiada. Wszyscy pokornie uciszali się nawzajem, nikt się nie śmiał, nie szydził, i cała szalona młodzież odpowiadała na wyjce Babi Arabskiej. A Babcia Arabska ani nie myślała kończyć. Takie pieśni zazwyczaj liczą sobie dobre parędziesiąt zwrotek! W końcu gdy wyczerpał jej się repertuar młodzi porwali licencjatów z murka, i na swoich barkach nieśli ich aż poza bramy uniwersytetu. Po drodze obsypali ich sztucznym śniegiem i tonami konfetti;) Na zewnątrz campusu, gdy tylko niesione sylwetki przeszły przez bramę, roztrąbiły się klaksony samochodów, z sześciu chłopa na motorach dodawało gazu warcząc i bucząc i robiąc wokół kupę dymu. Siostry i matki rozdawały wszystkim puszki z sokiem i knafe, tradycyjne arabskie słodycze, zabawie i radości nie było końca. W bardzo powolnym tempie całą ta biba przenosiła się do samochodów a samochodami w inne miejsca imprezowania. Ale podkreślam bardo powoli, bo staliśmy tam chyba ze dwie godziny z bawiącym się tumem, pożerając knafe i cukierki;)
niesieni na barkach, śniegiem sypani - licencjaci
motocykliści robią zadymę;)
i nie tylko motocykliści!
tradycyjna knafe dla gości
Ahmad i jego siostra - popraweczki przed sesją zdjęciową:)))
był i Pan na koniu, bo to przecież środek pustyni:)
Takie to właśnie wyjątkowe przeżycie spotkało mnie ostatnio. Do dziś nie mogę uwierzyć w to wszytko, co tam zobaczyłam! Już sama nie wiem, co mnie bardziej zaskoczyło, sama obrona, czy biba poobronna;) Jedno muszę przyznać. Choć nie wyobrażam sobie prezentowania pracy w takich warunkach, to braku stresu, spiny i sztucznego patosu uniwersyteckiego im zazdroszczę!;)


