czwartek, 11 lutego 2016

Opowiedz mi swoją historię

Nadszedł luty, ostatni miesiąc mojej jordańskiej przygody, ale na pewno nie ostatni miesiąc moich przemyśleń i obserwacji na temat Bliskiego Wschodu i uchodźców. Blog będzie żył dalej, bo i we mnie jeszcze długo, długo po powrocie żyć będzie ta gorąca ziemia, gorąca kultura i palące mnie w oczy i w serce problemy uchodźców.


Każdego dnia spotykam tu ludzi, przeróżnych ludzi, a wraz z nimi spotykam ich historie. Historie ich życia, które niczym pieczęć na zawsze pozostaną wyryte w ich sercach, które będą kształtować ich przyszłość i wpływać na kolejne pokolenia. Historie czasem smutne, czasem bolesne, czasem wręcz straszne. 

Im więcej ludzi odsłania przede mną karty swojej przeszłości, tym częściej zastanawiam się, dlaczego ja nie mam swojej historii. Właściwie mam, każdy ma, ale dlaczego moja przy tych tu, wygląda jakby była chowana pod kloszem?
Dlaczego urodziłam się uprzywilejowana? Dlaczego moje pochodzenie stało się moim przywilejem? Jestem z Polski, mogę swobodnie podróżować po całej Europie, mogę podejmować tam pracę, osiedlić się, założyć rodzinę. Bez żadnych problemów mogę otrzymać wizę do każdego zakątku świata. Dlaczego? A ludzie tu, moi rówieśnicy? Nie mogą wrócić do kraju z którego pochodzą. Nie stać ich na studia, gdyż traktowani są jako "zagraniczni" studenci, i obowiązują ich wyższe czesne, nie mogą wykonywać konkretnych zawodów, nie mogą założyć własnej działalności, nie mogą podróżować... Dlaczego oni nie mogą a ja mogę? Czym sobie na to zasłużyłam? W czym jestem od nich lepsza, żeby przysługiwał mi cały szereg przywilejów, będący dla innych jedynie mglistym marzeniem? Od kiedy miejsce urodzenia jest wartością sądzącą co wolno a czego nie wolno? Nie zapracowałam na takie udogodnienia, nie włożyłam żadnej pracy w to aby otrzymać takie możliwości jakie otwiera przede mną polskie obywatelstwo. Dlaczego więc Palestyńczycy, Syryjczycy, ludzie tak bardzo podobni do mnie, nie odbiegający od nas europejczyków intelektem czy pracowitością, dlaczego oni zaklasyfikowani zostali do niższego poziomu drabiny społecznej? Czasem, kiedy rozmawiam z ludźmi jest mi głupio. Kiedy patrzą na mnie szeroko otwartymi oczami, a w głębi serca wiedzą, że ja mam lepiej. Że mam więcej możliwości, swobody. Że przyjechała tutaj sobie - bo może, i chce nam pomagać, och jakże wielkie jej serce. Za chwile wyjedzie i wyskoczy na weekend do Norwegii albo zacznie pracę w Niemczech. A jak jej nie wyjdzie zawsze ma milion innych furtek. Jak to miło z jej strony, że zdecydowała się poświęcić te swoje młode lata pełne nieograniczonych możliwości i przyjechać tu: do tej gorszej strony świata...
Oczywiście nie usłyszałam takich gorzkich słów z niczyich ust, ludzie tu są zbyt uprzejmi by wylewać na przyjezdnych fale swojej goryczy. To tylko moje wewnętrzne przemyślenia, zrodzone w godzinach spędzonych na wpatrywania się w tuziny smutnych oczu.


Cieszę się że jestem Polką, cieszę się, że urodziłam się w Europie. Nie wyobrażam sobie mieć nałożonych takich ograniczeń, jakie mają uchodźcy tutaj. Nie wyobrażam sobie.




Walaa

Do sali wchodzi stosunkowo niska i bardzo otyła dziewczyna. Oko zaklejone ma dużym plastrem. Wydaje się być nieco osowiała, nieco zahukana. Przeskakuje wzrokiem po wszystkich obecnych, widząc moje spojrzenie spuszcza głowę, po czym rzuca zakłopotany uśmiech koleżance i wybucha nerwowym chichotem. Musiała zdobyć się na wiele odwagi przychodząc tutaj. Kiedy się uśmiechnęła, zwróciłam uwagę na stan jej uzębienia. Wyraźnie brakuje kilku zębów, a te pozostałe są sczerniałe i jakby stępione. Jej twarz grubo pokrywa jedna na drugiej warstwa podkładów i pudrów, paniczna próba schowania obfitego trądziku i blizn potrądzikowych. Wokół ust jej skóra jest zaogniona i łuszczy się, tworząc strupy, co w połączeniu z pudrem jeszcze pogarsza jej stan. Na oko dałabym jej ok.120 kg. Ma 18 lat.
Walla urodziła się w obozie, dwadzieścia lat po tym, gdy jej rodzice i dziadkowie opuścili region Gazy (Palestyna) i szukali schronienia w Jordanii. Dwadzieścia lat to dużo czasu. Przez dwadzieścia lat można zmienić bardzo wiele, można zbudować dom, ze trzy razy zmienić pracę, stworzyć dzieciom bezpieczne środowisko rozwoju. Ale nie tutaj, w obozie. Tutaj w ciągu dwudziestu lat można co najwyżej zamienić namiot na betonową konstrukcję krytą azbestem, parać się czym popadnie byle zarobić na codzienny chleb i wegetować z płomiennym wspomnieniem utraconej ojczyzny, z coraz szybciej niknącą nadzieją na powrót do niej.
Dlaczego Ci Palestyńczycy mają takiego fioła na punkcie swojej utraconej ojczyzny i powrotu do niej. Nie będę odnosić się i porównywać tej sytuacji do historii Polaków żyjących w okupacji czy na emigracji, i wymieniać znakomitych nazwisk ówczesnych twórców literatury, przy której czytaniu do dziś mam gęsią skórkę, a którzy także rzewnie pielęgnowali koncept utraconej ojczyzny i nadziei na powrót do niej. Wystarczy że porównam ich dzisiejszą, mizerną, codzienną rzeczywistość, warunki w jakich żyją i perspektywy jakie mają, do życia które niegdyś prowadzili. Do Palestyny obfitującej w zboża, warzywa i owoce, gdzie ludzie uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, mięli swoje wielkie gaje oliwne, pracowali, budowali rodzinę, wiedli szczęśliwe i dostatnie życie. A dziś, tak jak Walla, mieszkają w domu z surowych, betonowych ścian, w którym leży kilka materaców do spania, prowizoryczna kuchnia i łazienka, a zimą, kiedy pada deszcz lub śnieg, wszystko wlewa się do środka i tworzy domową powódź, bo azbestowy, podziurawiony dach nie stanowi żadnej izolacji.
Kilka lat temu Walla zauważyła u siebie problemy z okiem. Gorzej widziała, oko ją piekło, było zaczerwieniona. Poszła do miejscowego lekarza, jedynego w całym, liczącym 28 000 mieszkańców obozie, szlachetnie zapewnionego mieszkańcom przez UNRWA. Owy zacny lekarz oznajmił jej że ma raka, zapisał leczenie, operacje. Po owych zabiegach, które notabene były ogromnym obciążeniem finansowym dla rodziny Walli, stan jej jeszcze się pogorszył. Lekarz przepisał jej jakieś soczewki sprowadzane z Indii – najtańsze, na inne ich nie stać, i od tych soczewek do oka dostał się wirus czy bakteria, przestała widzieć na jedno oko. Z pomocą przyjaciół, rodziny, całej społeczności uzbierali sumę aby zawieźć ją do lekarza w Ammanie, prywatnie, bo przecież Palestyńczycy z "Gazy" nie mają prawa korzystać z publicznej służby zdrowia. Okazało się że musi mieć kilka operacji by naprawić błąd poprzedniego lekarza i jego indyjskich soczewek. Niestety rodzina Walli nie ma pieniędzy na te operacje. Walla zakleja więc oko i funkcjonuje z jednym. Co za tym idzie, ma problemy w szkole, bo jedno oko szybciej się męczy, ma częste bóle głowy od nie leczonego drugiego, z tych samych przyczyn nie może pójść do pracy, choć bardzo by chciała. Ale nikt jej nie zatrudni w takim stanie, poza tym nie ma gdzie jej zatrudnić, bo w obozie nie ma pracy, szczególnie dla kobiet (statystycznie współczynnik bezrobocia przekracza 50%).
Co więc robi Walla? A co ona może robić? Siedzi w domu. I je. Zajada swoją dolę (doskonale ją rozumiem bo i nam się to często zdarza) białym chlebem, ryżem, bo tylko na to ich stać. I tyje, pogarsza się jej stan skóry, brak witamin i minerałów widoczny jest w stanie zębów, włosów i paznokci i w ogólnej kondycji ciała. Pewnie nawet nie wie jak wielką krzywdę sobie wyrządza, bo skąd ma wiedzieć. Takich rzeczy nie uczą tu w szkołach, nie ma w domu komputera z internetem. Walla ma 18 lat.



Po fitnessie czas na pogawędki o zdrowym trybie życia i zdrowym odżywianiu oraz na Angielski;)






Cieszę się, że zaczęła przychodzić na moje zajęcia. Na swoich zajęciach prowadzę fitness, zazwyczaj taneczną zumbę, bo przy ich stanie fizycznym bardziej zaawansowany trening mógłby być jeszcze bardziej szkodliwy. Później jemy wspólnie zdrowy lunch, który ja również przygotowuje w domu, i przywożę do obozu. Warzywa, owoce, kasze, jaja...i mamy lekcje o zdrowym odżywianiu, o funkcjonowaniu ciała, o zdrowym stylu życia. Na koniec jeszcze angielski. Bardzo podstawowy poziom, ale dziewczyny chętnie i szybko się uczą.
Odkąd pojawiła się pierwszy raz, nie opuściła jeszcze żadnych zajęć. Silna i odważna dziewczyna.  


Pokój w pustym domu posłuży nam w przyszłości za salę do ćwiczeń. 


Rzecz jasna nie mogę umieścić tutaj jej zdjęcia, myślę też, że nie ma takiej potrzeby. Walla ma już wystarczająco wiele spojrzeń ludzkich oczu. Teraz przydałyby jej się spojrzenia ludzkich serc. 


Czasowniki w angielskim to przy arabskim bułka z masłem;)